Chcę opowiedzieć Wam swoją historię, by pomóc. Pomóc odzyskać życie bez bólu. Serce mi pęka gdy czytam historie ludzi zmagającymi się z bólem, bezradnością i brakiem jakiejkolwiek pomocy. Bo prawda jest taka, że leki…zagłuszają ale nie leczą. Więc tak naprawdę nasz ból nie znika…czai się tylko. Jeszcze w 2018 nie mogłam chodzić z bólu, mąż w nocy prowadzał mnie do łazienki, bo sama nie mogłam. Tak bardzo był silny ból po spoczynkowy. Teraz mnie nic nie boli. NIC. Muszę się postarać by odezwały się przepukliny, ale i one szybko mijają. Ale od początku. Mam wielopoziomową dyskopatię, prawie dwa lata temu przeszłam operację odcinka lędźwiowego. Od 7 lat, po urazie barku, walczyłam z bólem a w konsekwencji z niedowładem ręki (niedowład spowodowany tak silnym bólem, że nie mogłam ruszać ręką, raz mniej raz więcej, ale ciągły, nieustanny ból). Od 4 lat objawy bólowe, w końcu opinia lekarzy że to fibromialgia. Ból wszystkiego, od włosów po każdy staw, mięsień, skóra…Nadwrażliwość słuchowa, dotykowa. Brak snu, ciągłe zmęczenie, stany depresyjne. Sami wiecie , sporo tego. Na koniec…tak silny ból stawów, że leżenie na wznak było wręcz niemożliwe, bolała nawet noszenie bielizny (stawy krzyżowo biodrowe), ból stóp, nadgarstków, palców…nawet sztućców nie mogłam utrzymać. W pozycji pionowej, czyli stanie lub chodzenie, to max 15 min. Ból rozrywał moje ciało. Siedzenie też nie było kolorowe… żadne leki nie działały, bardzo silnych brać nie chciałam, psychotropów też nie. Zawsze stroniłam od lekarstw… Od lat non stop byłam na ciągłej rehabilitacji, fizjoterapii…non stop badania…nie mam odwagi podliczyć ile kasy na to poszło, bo przecież wszystko prawie -prywatnie. Ale i czas, na lekarzy, na kolejki…. Po pobycie w szpitalu na reumatologii, diagnoza – ŁZS .Do tego przez przypadek wykryty guz wątroby, łagodny, ale nie wiadomo co. Moim szczęściem jest mój Mąż. Nie mógł patrzeć na moje cierpienie i szukał, szukał. Znalazł w Stanach info o Whole Food Plant Based No Oil Lifestyle, czyli odżywianiu roślinnym, bez produktów wysoko przetworzonych, cukrów i tłuszczy. Dużo czytaliśmy, jest też sporo dokumentów filmowych. Postanowiliśmy spróbować. Minął ponad rok . Jestem zdrowa. Nie boli mnie ciało, stawy. Gdy tylko zjem coś przetworzonego, z tłuszczem, wierzcie czy nie, ból wraca od razu. Miałam wybór, albo żyć tak jak ostatnie lata, w permanentnym bólu i zmęczeniu, albo odzyskać swoje życie na nowo. Wybór nie był trudny. Na tej diecie jest cała moja rodzina. Mąż, sportowiec amator, ma teraz taka siłę i kondycję, że nie może się zmęczyć…., młodsza córka od lat w poradni neurologicznej z powodu bóli głowy, właśnie została wypisana. Obie córki też od zawsze miały ciągły ból brzucha. Teraz zero objawów. Wśród naszych znajomych, którzy też spróbowali tego odżywiania też nastąpiła poprawa, w różnych chorobach, z celiakią, z crohnem, z astmą, alergią, zmęczeniem, bólem pleców. Ciało się regeneruje, skupia na sobie. Przez pierwszy rok jadłam orzechy, bo przecież trzeba, tak ciągle słyszałam. I była poprawa, ale jednak coś ciągle mnie trzymało. Zrobiłam testy lipidowe, wyszedł mi bardzo zły stosunek omega 6 do omega 3. Moje ciało było w chronicznym stanie zapalnym. Będę powtarzać badania, ale to za jakiś czas. Natomiast co stało się, gdy odstawiłam dodatkowe tłuszcze omega 6 w postaci orzechów? Dokładnie po 4 dniach ustał całkowicie ból barku i wróciła ruchomość ręki, ot tak. Mogę nią machać na wszystkie strony. Po 7 latach, rehabilitacji, blokad, leków….które nie mogły mi pomóc. W czerwcu miałam kontrolę guza wątroby, nie było go, nie mogli znaleźć, dwóch lekarzy, dwa sprzęty. Przypadek? Nie sądzę 😉
Śledzę ludzkie historie , widzę sporo osób, które tez zauważyły poprawę przy zmianie odżywiania. Może warto spróbować, nie zwiększać dawki leków, ale zmienić swoje życie. Wymienić je na to bez bólu. Spotykam się z opiniami, że to tylko sałata, że królikiem nie jesteśmy itp. Na cóż, spieszę donieść, że to nie tylko sałata….teraz nasze jedzenie nabrało kolorów i smaku. Jemy codziennie co innego. Zupy, „kotlety”, ziemniaki, kasze, ryże, sałatki, surówki, pizze, hamburgery, sushi…wszystko. Oczywiście przystosowane do diety, ale naprawdę jest mega smacznie. To uprzedzenie stawia nam bariery, że to na pewno niedobre. Nie używam też słowa „dieta” bo to nie dieta. To sposób odżywiania na całe życie. Przynajmniej dla mnie. Bo nie chcę już tego bólu. Nie chcę już „nie być”. Chcę żyć.
